(Na przywitanie wiosny)
z rozlozonymi ramionami
stoi na wierzcholku wisni drzewa
jakby mial zaraz arie odspiewac
podarte na nim ubranie
noga zlamana w kolanie
drugiej juz nie ma
tanczy wokol niego zwawo
zetlala sloma z kurzawa
pod odwinieta darnia
przycupnelo do ziemi
stadko zmarznietych kamieni
jak kuropatwy znieruchomiale
obok pare krokow dalej
skrzynki zlozone niedbale
sznurem przewiazane
opadly z pni drzew
wapna cienkie bandaze
odslaniajac zagojonych
ran liszaje
miedzy galeziami
widac wiosny migotanie
Antoni Wolak