To miasto jest wszedzie

O poezji w Krakowie, Krakowie w poezji, o sprawach poważnych i mniej poważnych z Jerzym Illgiem i Bronisławem Majem rozmawiają Antoni Wolak i Andrzej Żurek.


Antoni Wolak, Andrzej Zurek:Spotkania z Panami w Edmonton i Calgary naznaczone byly Krakowem. Krakow jak byl, tak jest centrum kultury, z poezja, zdaje sie, w centrum uwagi.

Jerzy Illg: – Zaczne od tego, ze w Krakowie mieszkaja Wislawa Szymborska i Czeslaw Milosz, a ponadto wielu ciekawych poetow kilku pokolen. W Krakowie na organizowane pod patronatem obojga noblistow miedzynarodowe Spotkania Poetow u schylku XX w. przychodzily do kosciolow, synagog i teatrow tysiace ludzi.

W Krakowie jakby latwiej niz gdzie indziej wiele rzeczy robic – trafia sie w nim na podatny grunt, to wszystko sie w nim rozpedzalo od dziesiecioleci… Krotko po wojnie zaczal wychodzic Przekroj, w ktorym pisywali m.in. Galczynski i Milosz, byl Stary Teatr, Piwnica pod Baranami, dzialal Kantor, bylo srodowisko skupione wokol Tygodnika Powszechnego. Tam jest gleba uprawiana od dlugiego czasu. Teraz przybralo to wyjatkowe rozmiary. Do Krakowa wracaja, w Krakowie osiedlaja sie wielcy poeci, pisarze: wrocil Mrozek, wrocili Ewa Lipska i Adam Zagajewski, a Tomas Venclova, litewski poeta, kupil mieszkanie.

- Krakow jest miejscem tylu artystycznych wydarzen – i jednoczesnie sam pojawial sie bardzo czesto w wierszach polskich poetow. Stad wydany niedawno przez Znak tom “To miasto jest wszedzie… Krakow w poezji polskiej XX wieku” w wyborze i opracowaniu Jerzego Illga…

JI: – Ktoz nie pisal w ostatnim stuleciu o Krakowie? Lista jest doprawdy imponujaca: od Wyspianskiego, Lechonia, Wierzynskiego, Iwaszkiewicza, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, przez Przybosia, Czechowicza, Galczynskiego, Sebyle i dalej – Harasymowicza, Herberta, Rozewicza i Milosza, po Burse, Kornhausera, Zagajewskiego, Polkowskiego i Maja – by wymienic tylko najwazniejszych. Byli i tacy, ktorzy o Krakowie nie pisali, ale lista nieobecnych jest duzo krotsza. Ciekawe, ze nie udalo sie znalezc ani jednego wiersza o Krakowie poetki tak wyraznie wpisanej w literacki pejzaz tego miasta jak Wislawa Szymborska.

- Kto jeszcze nie pisal o Krakowie?

JI: – Poeci Mlodej Polski – najchetniej umieszczali bohaterow lirycznych w mistycznych mglach, w pejzazu symbolicznym, mitologicznym badz basniowym, skrzetnie stroniac od jakiejkolwiek konkretnie zarysowanej topografii. Wyjatek stanowia wlasciwie jedynie tworcy Zielonego Balonika. Niewiele lepiej bylo z futurystami czy tworcami – krakowskiej w koncu – Awangardy, dla ktorych w miescie tym za malo bylo miasta, mas i maszyn… Charakterystyczne, ze Przybos byl w stanie wykrzesac z siebie entuzjazm dopiero na widok Nowej Huty – w wierszu znaczaco zatytulowanym Nowy Krakow.

- Jest tez w tym tomie wiele wierszy luzno zwiazanych z Krakowem…

JI: – Szczegolnie mlodszych poetow. U wielu z nich – na przyklad Koehlera, Wiedemanna, Maura – nie samo opisanie miasta jest celem wierszy. Opis ten, na ogol syntetyczny i skrotowy, czesto staje sie jedynie punktem wyjscia do osobistego wyznania, utrwalenia momentu wzruszenia badz ogolniejszej refleksji, ale sceneria nie pozostaje tu obojetna, dostarcza niejako “zapalnika” dla owych doznan, emocji i przemyslen. Swietnie ilustruja to wiersze starszego o pokolenie Maja.

Bronislaw Maj: – Krakow jest szczegolnym miejscem, poniewaz jest jakby bohaterem tej poezji i duchem inspirujacym ja. Jednoczesnie trzeba sobie uswiadomic, ze wszystkie wlasciwie wazniejsze momenty, wszystkie daty symboliczne w polskiej poezji wiaza sie z Krakowem. Przypomne skrotowo: koniec XIX w. i poczatek XX w. – nastapil wtedy przelom modernistyczny w polskiej poezji, zwiazany byl on z Zyciem wydawanym w Krakowie przez Przybyszewskiego. Dwadziescia lat pozniej nastapil kolejny zwrot w poezji, ktory rowniez dokonal sie w Krakowie, kolejne doswiadczenie, bez ktorego polska poezja nie bylaby tym, czym jest – mysle oczywiscie o Awangardzie Krakowskiej; to w Krakowie wychodzila Zwrotnica Tadeusza Peipera. Krakow byl stolica polskiej awangardy, Peiper jej papiezem… Tuz po wojnie najistotniejsze dla tamtego czasu ksiazki wychodza w Krakowie i z nim sa w pewnym sensie zwiazane: to w Krakowie w 1945 r. wychodzi Ocalenie Milosza – jedna z pierwszych ksiazek wydanych po wojnie i na pewno jedna z najwazniejszych i najpiekniejszych, jakie w XX w. napisano w naszym jezyku… Z Krakowem zwiazany jest poetycki debiut Tadeusza Rozewicza – wydany w 1947 r. Niepokoj. Rozewicz mieszkal wtedy w Krakowie w slynnym Domu Pisarzy na Krupniczej, przez ktory przewineli sie prawie wszyscy wielcy pisarze. Lista mieszkancow tego domu to lista obecnosci w polskiej XX-wiecznej literaturze. Potem rok 1956, po okresie socrealizmu nastepuje kolejny przelom – proba wyrwania sie z sowieckiego gorsetu. I wlasnie w Krakowie, w Zyciu Literackim, ma miejsce prapremiera pieciu poetow: sa to spoznione debiuty Bialoszewskiego i Herberta oraz debiuty Harasymowicza, Drozdowskiego i Czycza. Do tego dodac nalezy tez wtedy wydana ksiazke, pierwsza i ostatnia, bo potem byly juz tylko wybory – Andrzeja Bursy. To byl moment, kiedy ta formacja wchodzila w zycie i odmienila jezyk polskiej poezji. Posuwajac sie dalej w czasie – rok 1968, w Krakowie zawiazuje sie grupa “Teraz”, ktora rowniez dokonuje waznego zwrotu w polskiej poezji. Jej najbardziej znani czlonkowie to Julian Kornhauser i Adam Zagajewski. W koncu czasy ostatnie, kiedy to grupa mlodych poetow, dzisiaj czterdziestolatkow, skupionych wokol pisma bruLion, takze zaczyna cos nowego.

- Grupa buntownikow i skandalistow i, zdarzalo sie, efekciarzy…

BM:. – Ich bunt mial sie po latach okazac buntem tandetnym i pozorowanym, ale jednak trzeba o tym ruchu pamietac; z obiektywnego, historycznoliterackiego punktu widzenia to bylo dosyc istotne wystapienie.

- No i kilku znanych poetow wyszlo z tego ruchu.

BM: – Najpopularniejszym jest bez watpienia Marcin Swietlicki, natomiast najlepszym z tego kregu – z tego, bo wsrod rowiesnikow sa co najmniej rownie ciekawi – jest Jacek Podsiadlo.

- Obok tomu o Krakowie w poezji polskiej XX w. przywiezli Panowie swiezo wydane przez Znak tomiki wlasnych wierszy. Wlasciwie Panski, Panie Bronislawie, to pokazny tom – wybor wierszy z roznych okresow. Panska summa poetycka?

BM: – To jest klasyczny autorski wybor wierszy. Ale to jest nowy tom; wiersze nie sa w nim ulozone w porzadku chronologicznym czy wedlug porzadku ksiazek poetyckich, w ktorych byly wczesniej drukowane. Sa w nim tez utwory wczesniej nie publikowane. Jest to nowa ksiazka, zlozona z wierszy, ktore napisalem dawno i niedawno i ktore zostaly ulozone tematycznie.

- Natomiast “Wiersze z Marcowki” to debiut Jerzego Illga…

JI: – Pozny debiut. O ile Bronislaw Maj zaliczany jest juz do klasykow polskiej poezji…

- Jest starszym od Pana poeta…

JI: – Tak, ma w swoim dorobku juz osiem tomow wierszy, ten wybor jest wlasciwie proba podsumowania dorobku. A ja, chociaz wiekiem troszke starszy, jestem znacznie mlodszym od niego poeta – autorem debiutanckiego tomiku.

- “Wiersze z Marcowki”… Z jakiej Marcowki?

JI: – Marcowka to miejsce w gorach, kolo Suchej Beskidzkiej, usytuowane na najwyzszym wzniesieniu pasma, z ktorego rozposciera sie niesamowity widok na kolejne lancuchy gorskie, zamkniete na horyzoncie Babia Gora. Jest tam wielki, drewniany, goscinny dom Joanny Ronikier. To miejsce przyjazne artystom, miejsce o jakichs dobrych wibracjach – tam napisal niektore scenariusze Andrzej Wajda, tam Wojciech Pszoniak przygotowywal sie do roli Korczaka. Dom ten stoi jesienia, po letniej inwazji gosci, pusty i zdarza mi sie wykradac Joannie klucze do niego – kiedy mam juz dosyc ludzi i szukam wyciszenia, samotnosci, skupienia. Zyjac w tym calym wielkomiejskim mlynie, bardzo trudno sobie na takie chwile pozwolic. Ale udalo mi sie to kilka razy…

- I stad ten na przyklad wiersz:

Czekam, az wiatr
przesunie ciemna chmure
znad ogrodu.
Sasiednie zbocze juz w sloncu.
Nigdzie mi sie nie spieszy.

czy

Listopad obdarza mnie
ostatnimi cieplymi nocami.
Niewyrazny rogal ksiezyca
tkwi za zaparowana szyba nieba.
Biore kolejny gleboki wdech
samotnosci.

JI: – Podczas jednego z moich pobytow w Marcowce zaczely sie – ku mojemu zaskoczeniu – pojawiac te wierszyki, troche przypominajace duchem haiku, troche takie male epifanie, w ktorych pojawiaja sie olsnienia chmurami, trawami… Nie zmagam sie w nich ze swiatem, raczej uciekam od niego. Jest w nich medytacja, cisza, spokoj.

- Jest tylko Pan, drewniany dom i przyroda. Jedyne “slady” obecnosci innych ludzi to wzmianka o tym, ze “doskonalej ciszy nie zakloca warkot traktorow ani wolania na polach”, krowy, ktore “gdzies daleko domagaja sie udoju”. W jednym z wierszy pojawia sie sasiadka, ale okazuje sie nia szara myszka. I w takiej okolicy, zaglebiony w ciszy i refleksji, mogl Pan napisac:

Ze spacerow po lesie
znosze coraz pelniejsze kosze wierszy.

JI: – I na przyklad ten:

Cudem ocalony
godzinami tkwie na lezaku,
nasluchujac wlasnych mysli
i dalekich odglosow wsi,
zawieszony nad zmieniajacymi barwy
pasmami lagodnych zboczy.
Spokoj wraca do mnie
z trudem.

- W Marcowce zauwazyl Pan jak…

Niestworzone historie
opowiadaly dzis
chmury oblokom!

Tylu fascynujacych rzeczy nie dostrzegamy na co dzien… Chyba sie nie mylimy, okreslajac Pana tomik jako dzielo jednorodne; skladaja sie na nan wiersze powstale w jednym miejscu i w krotkim czasie, pisane z podobnej perspektywy – i dlatego sadzimy, ze moze zapowiadac go, reprezentowac kazdy z jego wierszy. W przypadku tomu Pana wierszy, Panie Bronislawie, wydaje sie, ze niemadrym byloby szukanie wiersza reprezentatywnego dla calosci…

BM: – Trudno byloby wybrac taki wiersz. Ten tom to zapis z ponad trzydziestu lat – sa w nim wiersze pisane przez 20-latka, ktoremu sie zdawalo, ze juz wie wszystko, zna odpowiedz na wszystkie najwazniejsze pytania swiata; sa w nim na koniec wiersze pisane przez osobe dobiegajaca piecdziesiatki, ktora nie tylko nie zna odpowiedzi na te pytania, ale juz nie jest w stanie samych pytan sformulowac… Wiec oczywiscie nie mozna wybrac takiego jednego wiersza.

- Niemniej tytul tomu: “Elegie, treny, sny” – dwa pierwsze jego czlony nie pozostawiaja watpliwosci co do panujacego w nim nastroju. I wydaje nam sie, ze wiersz

To juz wszystko. Nic
juz nic wiecej
sie nie stanie.
Na co czekasz.

oddaje dominujace w tomie poczucie beznadziei. Wydaje sie, ze jest Pan “poeta intensywnego smutku” – tak intensywnego jak u Larkina – widocznego w wierszach pisanych przed wieloma laty i pisanymi niedawno. Prawie wszystkie Pana wiersze sa pesymistyczne.

BM: – No nie wiem, czy to sa takie pesymistyczne wiersze… Jest w nich tez sporo zachwytu – tyle ze on sie nieodmiennie laczy z poczuciem utraty tego, co nas zachwyca.

- Rzeczywiscie, sa i takie wiersze. Ale po przeczytaniu tomu zapamietalismy przede wszystkim te “ciemne”. Moze dlatego, miedzy innymi dlatego, ze wlasnie one wydaly sie nam doskonale.

BM: – Ten krociutki wiersz, czterolinijkowy, nigdzie wczesniej nie publikowany, zostal napisany przez 20-latka i laczy sie z ostatnim wierszem tego tomu, w ktorym pojawia sie Philip Larkin, o ktorym wspomnieliscie. Te dwa wiersze sa jakby klamra – pomiedzy nimi mozna by wskazywac rozmaite obszary, etapy, doswiadczenia. Ale gdybym mial, no nie wiem, pokazywac te tworczosc, ze uzyje szumnego slowa, dwoma, trzema wierszami, to byc moze bylby to ten krociutki wierszyk i ostatni wiersz tomu, w ktorym nawiazuje do Larkina:

Rozmowa sentymentalna

Z tym swoim obrzydliwie angielsko-pedalskim
Sposobem wymawiania the – breath – nothing – death -
Skad on, tlusty buchalter w okularach, Larkin
Tak absolutnie wszystko i do konca wie
O mnie? To zawstydza, wrecz – upokarza troche:
Pomijajac szczegoly, wszystko wlasnie tak jest,
Jak chcial: patrze przez okno obskurnego bloku
(Moj dom): ksiezyc, tarczowa pila w pelni, rznie
Wodnisto-blada chmurke, jest miara przestrzeni
Lodowatych i pustych, od ktorych Cos az
Wyje we mnie (spokojnie!); nizej rozprzestrzenia
Sie cud osiedla: parking, kiosk, smietnik (moj swiat);
Plus wizg jarzeniowki, produkujacej z trudem
Oschly blask, i – banalniej byc juz nie moglo – wlos
Wiatru, cieniutki, wije sie miedzy tym brudem
A tamtym, w wezel to splata, w calosc. I glos…
Cos jak: Dopiero gdy to przyjmiesz, wszystko, wiedzac,
Ze to wlasnie jest Wszystko i na nic juz nie
Masz czekac, liczyc, blagac; dopiero z ta wiedza
Mozesz miec tak zwana nadzieje, ze Cos. Lecz
Nie wczesniej. Dobra, przyjmuje to, wiem: nie mozna
Rozplatac tej calosci: nic – oddech – smierc – nic.
Jednak… chcialbym mu podac – jak reke, ostroznie,
Gotow ja zaraz cofnac – chociaz pare tych
Beznadziejnie bezsilnych bezlitosnie bezlistnych
I nic mu nie mowiacych, bo po polsku, slow.
Poprzez to wszystko, i ponad tym wszystkim.
Mow.

To jest jedyny wiersz, w ktorym nawiazuje do niego, do Larkina, ale widocznie byl on dla mnie bardzo intensywnym doswiadczeniem, bo w tym tomie nie pojawia sie zadne inne nazwisko. Jest w nim oczywiscie wiele cytatow z poetow dla mnie istotnych – jako Mistrz wystepuje tu Milosz, jest krotki cytat z niego, sa cytaty z Norwida, z Mickiewicza, to jest normalne, ale nazwisko pada tylko jedno, wlasnie Larkina.

- Ze na niewiele mozemy w zyciu liczyc, mowi ten miedzy innymi, przejmujacy wiersz:

Nieporadny, malenki – twoje
cialo tak jeszcze nie
ludzkie, ze kiedy na ciebie patrze,
mysle, ze tylko jeden z nas jest
czlowiekiem. A przeciez nic
nas nie dzieli: pierwszy krzyk,
ktorym witales swiatlo, zawieral w sobie juz
wszystko, co bylo, jest, kiedykolwiek bedzie. -
Takze te chwile, gdy tylko jeden z nas,
stojac nad zimnym, juz nie ludzkim cialem
drugiego, jak ja stoje teraznad twoim
lozeczkiem – powie: “Twoj ostatni krzyk,
ktorym zegnales swiatlo, zawieral w sobie
wszystko: ze ostatni krzyk jest
bogatszy, pelniejszy od pierwszego
zaledwie o ton, o pol tonu, nieuchwytny
odcien: to wszystko, co mogles tu
zdobyc i miec
do stracenia, odcien…” – Idz
po to.

Tak niewiele, a jednak: “idz po to”… Tomik wierszy Jerzego Illga powstal, kiedy uciekal od ludzi; odnosnie Pana uzylismy okreslenia “poeta intensywnego smutku”. A przeciez sa Panowie pelni werwy, jestescie animatorami zycia artystycznego i towarzyskiego w Krakowie, przy czym tworzycie czesto, obok tych wielkich wydarzen, zabawne rzeczy, wokol ktorych powstaja legendy – na przyklad wieczor zorganizowany na czesc prof. Andrzeja Szczeklika, wspanialego lekarza, przyjaciela Piwnicy pod Baranami, ktory pokazala telewizja.

JI: – Szkoda, ze nie widzieliscie kabaretu jubileuszowego Znaku, ktory rowniez pokazala TVP. Widzowie spadali z krzesel, splakani ze smiechu. Caly scenariusz byl dostosowany do mozliwosci przebierania sie Bronka, ktory pojawial sie na scenie a to jako pani Lola, legendarna szatniarka ze Zwiazku Literatow, a to jako rewelers, z cylindrem i laseczka, a to jako petent przychodzacy do wydawcy czy Eric Clapton – w dlugiej peruce i z gitara elektryczna, na ktorej naprawde gral… Bronek jest czlowiekiem wielu wcielen i talentow.

- W Krakowie powstaja nowe gatunki literackie: moskaliki, lepieje, odwodki…

JI: – Te rzeczy rodza sie w czasie imienin, podczas kolacji, loteryjek organizowanych przez Wislawe Szymborska, w roznych innych okolicznosciach.

- Wiemy, ze Wislawa Szymborska lubi zart, lekkie, dowcipne formy – jest mistrzynia limeryku. Jest dusza towarzyska, centrum dobrej zabawy?

JI: – Jest ksiezna, takim dobrym duchem krakowskiego srodowiska. Ona uwaza, ze te wszystkie nasze zabawy kabaretowe, ktore czasami oglada cala Polska w telewizji, nie powstalyby w zadnym innym polskim miescie i ze nie bylyby takie, jakie sa, gdyby byly robione przez zawodowcow. I rzeczywiscie – nie ma dla mnie bardziej smutnego widoku niz zawodowy kabaret, to sa smiertelne nudy. Dopiero wtedy, kiedy biora sie za niego genialni dyletanci – w przypadku naszych kabaretow sa to profesorowie uniwersyteccy, poeci, uczeni mezowie odslaniajacy swoje ukryte talenty: graja na fortepianie, tancza, spiewaja, staja na glowie, doslownie, jak znakomity tlumacz Ireneusz Kania – wtedy to jest zabawne.

BM: – Norman Davies grajacy na akordeonie, Leszek Kolakowski spiewajacy arie operowe… To sa rzeczy, ktorych zaden kabaret nie pokaze. I wszyscy maja swiadomosc, ze to sie zdarza tylko raz, bo drugi raz juz sie nie uda tych ludzi zebrac, a nawet gdyby, to przeciez nie powtorza tych scen tak samo. I to jest genialne, tym roznia sie od zawodowcow.

JI: – Gdzie poza Krakowem mozna zobaczyc bawiacych publicznosc 70-latkow Kazimierza Kutza i Wladyslawa Strozewskiego?! Specjalnie na jubileusz Znaku przylecial z Jerozolimy, gdzie prowadzil wyklady z kultury polskiej, 83-latek Jacek Wozniakowski i w stroju dziada proszalnego spiewal piesn dziadowska, akompaniujac sobie na fortepianie w stylu Johna Cage’a… To jest genius loci Krakowa, duch jeszcze z czasow Zielonego Balonika, powazni, zasluzeni ludzie, tak sie bawiacy…

BM: – Znaja swoja wartosc i nie boja sie smiesznosci.

- Wspomnielismy o nowych zabawach poetyckich. Limeryki juz sie przejadly…

BM: – Ja jestem na odwyku, jesli chodzi o limeryki.

- Wiec bawicie sie w nowe gatunki…

JI: – Kiedy pisanie limerykow staje sie spoleczna epidemia, zostaje rozpropagowane przez Gazete Wyborcza, to nas to juz nie bawi, uciekamy gdzie indziej, czym innym sie bawimy. Kiedy wszyscy zaczynaja w slad za Szymborska pisac moskaliki, to ona wymysla lepieje, odwodki.

- Na czym polegaja moskaliki?

JI: – Na pewno pamietacie te strofe piesni Rajnolda Suchodolskiego z 1831 r.: “Kto powiedzial, ze Moskale/ Sa to bracia nas Lechitow,/ Temu pierwszy w leb wypale/ Przed kosciolem Karmelitow”… No wiec moskaliki powstawaly wedlug tego wzoru, na przyklad taki:

Kto mi powie, ze Japonce
rozmawiaja przy herbacie,
temu utne wszystkie konce
w szczebrzeszynskiej kolegiacie.

I tak dalej, o wszystkich narodach, a wiec i o Sarmatach. Wislawa wydala je niedawno w ksiazce Rymowanki dla duzych dzieci – razem z limerykami, lepiejami, odwodkami itd.

- Prosimy o kilka jej lepiejow!

JI: – “Lepiej miec horyzont waski, niz zamawiac tu zakaski… Lepsza ciotka striptizerka, niz podane tu zeberka… Lepsza w domu swiekra z zezem, niz tu jajko z majonezem”.

- Pan Bronislaw napisal wiersz – pochwale lepieja:

Gdy czasem zle ci, nic sie nie klei,
Wszystko z rak leci, brniesz w smutkow brei,
Gdy w mrok cie wessie depresji knieja,
Wtedy najlepiej – ulep lepieja!
A czy sam Pan lepi lepieje?

BM: – “Lepszy wuj pedofil czynny, niz w tej knajpie owoc plynny”… Lepiejami sie bawimy, powstaja w roznych okolicznosciach. Kiedys siedzialem w Guliwerze, a Grzesio Turnau wiedzial, ze tam jestem i jem pstraga. Telefon daje sygnal, ze przyszedl SMS, czytam:

Lepiej sracz myc po Lepperze
niz jesc pstraga w Guliwerze.

- Za pomoca lepiejow braliscie najpierw srogi odwet na gastronomii, potem na Polskich Kolejach Panstwowych…

JI: – Powstal lepiejowy podgatunek – PeKaPioly. Pierwszy PeKaPiol stworzyl Bronek w pociagu, kiedy jechal z Wislawa Szymborska do Warszawy:

Lepiej w trumnie i po zgonie
oddac mocz niz w tym wagonie.

- Odwodki… Znamy jeden utwor z tego gatunku, dzielo Szymborskiej: “Od absyntu zanik talyntu”. Panowie rowniez tworza odwodki?

BM: – “Od madery rypia nery… Od samogona – Samoobrona… Od tequili trzustka kwili…”.

- Chyba radosnie, a nie zalosnie… Kierowany przez Pana Jerzego Znak to nie tylko wielkie – mamy na mysli przede wszystkim jakosc – wydawnictwo, ale i instytucja na rozne sposoby ozywiajaca Krakow.

JI: – Jestesmy swiadomi, ze aby sprostac wyzwaniom rynku i konkurencji, nie wystarczy wydawac dobre ksiazki, ale trzeba zadbac o to, aby bylo o nich glosno i zeby wydawnictwo kojarzylo sie z roznymi ciekawymi wydarzeniami. Stad te pomysly na promocje bedace czyms w rodzaju intelektualnych happeningow, laczacych wysoki poziom powaznych dysput z zabawa – jak na przyklad juz przed laty przy okazji wydania ksiazki Tischnera i Michnika Miedzy panem a plebanem, gdzie w naszej piwniczce do debaty wokol ksiazki siedli jej autorzy wraz z Jackiem Zakowskim oraz abp Zycinski, Aleksander Hall, Czeslaw Milosz i Jacek Wozniakowski, a potem w ogrodzie zaplonal stos, na ktorym splonela wielka kukla symbolizujaca nietolerancje, ksenofobie, szowinizm – to wszystko, z czym autorzy tej ksiazki cale zycie walczyli.

Nasza siedziba, XVII-wieczny dworek z pieknym ogrodem, stwarza swietna oprawe dla takich spotkan i jest postrzegana w Krakowie nie tylko jako instytucja wydajaca ksiazki, ale takze jako aktywne srodowisko, jako miejsce, w ktorym sie o tych ksiazkach rozmawia, gdzie spiera sie o wartosci, w ktorym gromadza sie nasi przyjaciele, wspolpracownicy i czytelnicy. Tu kiedys w czasie ogrodowej “Majowki” Bronka Maja dwiescie osob sluchalo wierszy i kupletow Maja, Turnaua i Szymborskiej w czasie ulewy. Ale to tylko przydalo calemu wieczorowi dodatkowej magii.

- Skad sie wzial wierszyk Grzegorza Turnaua “Nie przenoscie nigdy Znaku do Warszawy…”? Czy byly jakies proby wyrwania wydawnictwa z Krakowa?

JI: – A Boze uchowaj! Absolutnie nie wyobrazam sobie Znaku (ani siebie) w jakimkolwiek innym miescie, a juz na pewno nie w Warszawie. Po prostu Grzes Turnau zaadaptowal na okazje naszego jubileuszu znany przeboj Andrzeja Sikorowskiego i fantastycznie go odspiewal wraz ze swoim wujem Janem Turnauem, komentatorem religijnym Gazety Wyborczej – jestem pewien, ze Monty Python nie mial nigdy takiego duetu…

- Jerzy Illg to nie tylko wydawnictwo Znak i kabarety Znaku – to takze inicjator i realizator pomyslow “pozawydawniczych”, zakrojonych na wielka skale.

JI: – Zdarza mi sie przykladac reke do roznych spraw, ktore sie w Krakowie dzieja, takich jak na przyklad Spotkania Poetow, ktore odbyly sie po raz pierwszy w 1997 roku. Organizowalem je w ramach Festiwalu “Krakow 2000″ przy wspolpracy Czeslawa Milosza i Wislawy Szymborskiej. Na ich zaproszenie zjechalo sie wielu wybitnych poetow z calego swiata, m.in. Natalia Gorbaniewska, Paul Muldoon, Tomas Transtr�mer, Tomas Venclova. Po trzech latach rzecz powtorzylismy i przyjechali Seamus Heaney, Robert Hass, poeci z Izraela, Korei, Kalifornii, z Niemiec, Chin, Petersburga, odbywaly sie fascynujace debaty i spotkania, czytanie wierszy w przepelnionych swiatyniach. Najwiekszymi bowiem salami Krakowa sa kosciol sw. Katarzyny, ktory miesci ponad 1000 osob, i synagoga Tempel. Atmosfera na tych spotkaniach byla niesamowita, to jest magiczne uczucie, kiedy setki osob sluchaja w takich pomieszczeniach, w zupelnej ciszy, poezji. Pamietam na przyklad, jakie wrazenie zrobil na gosciach Stary Teatr ze swoimi wibracjami – urzadzilismy tam poetyckie “Dziady” – to byl fantastyczny pomysl Milosza. Czytano wiersze poswiecone poetom zmarlym w XX w. Przy kazdym nazwisku zapalalo sie swieczke, Tomasz Stanko wygrywal swoje przejmujace improwizacje… Zebranym szly ciarki po plecach. To wszystko razem jest jakims fenomenem tego miasta i jestem ogromnie szczesliwy, ze moge w tym uczestniczyc.

- Skad pochodzi nadtytul tomu “Krakow w poezji polskiej…” – “To miasto jest wszedzie”?

JI: – To sa slowa konczace jeden z wierszy Bronislawa Maja.

- Bardzo dziekujemy Panom za rozmowe.

————————

Rozmowa autoryzowana.

Jerzy Illg i Bronislaw Maj uczestniczyli we wrzesniu 2003 r. w imprezach Tygodnia Kultury Polskiej w Edmonton zorganizowanego z inicjatywy dr. Waclawa Osadnika z Uniwersytetu Alberty. Przy okazji odwiedzili Calgary.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.